W PRLu gazety rozpisywały się głównie o sukcesach. O nowych szkołach, nowoczesnych osiedlach mieszkaniowych i rosnącej produkcji. Partyjni propagandziści wmawiali ludziom, że życie w socjalistycznej ojczyźnie jest pełne dobrobytu i dostatku, a do tego bezpieczne. Jednak bezpiecznie nie było. O wypadkach prasa starała się pisać jak najmniej albo wcale. Do lat 60. oficjalnie doszło do jednej katastrofy lotniczej. Archiwalne dokumenty ujawniają jednak, że od 1945 do 1960 LOT stracił kilkanaście samolotów. Tragiczne żniwo zbierała również śmierć na wodzie. Piętnaście osób straciło życie w czerwcu 1954 roku podczas nocy świętojańskiej w Warszawie. Osiemnaścioro uczniów z krakowskich szkół utonęło w 1960 roku w czasie spływu Dunajcem. Rok później trzynaścioro dzieci Wisła zabrała w Kazimierzu Dolnym podczas wycieczki. W morzu ognia zginęło dwudziestu dwóch stoczniowców wykańczających w Stoczni Gdańskiej drobnicowiec m/s „ Konopnicka”. Ta historia doczekała się nawet ekranizacji i szybko obrosła legendami. Bliźniaczy dziesięciotysięcznik m/s „ Reymont” spłonął w czasie rejsu, zabijając dwóch marynarzy. Po kilku miesiącach, w drugim akcie dramatu, zabrał jeszcze jedno życie. W 1966 roku wadliwy projekt i pośpiech doprowadziły do zawalenia wznoszonego we Wrocławiu gmachu Akademii Rolniczej. Szczęście w nieszczęściu, bo gdyby budynek został ukończony, zdaniem biegłych i tak musiałby się zawalić. A wtedy pod gruzami zginęłyby setki ludzi. Pierwszą część tetralogii Żywiołów rozpoczyna wybuch w warszawskiej tzw. Rotundzie, czyli banku PKO. Esbeckie akta zachowane w Instytucie Pamięci Narodowej ujawniają wiele dotąd nieznanych szczegółów. Pokazują, jak krążące plotki i doniesienia Radia Wolna Europa kierowały uwagę Służby Bezpieczeństwa na niewinnych ludzi. A przy okazji ujawniają inne podobne katastrofy.