„ Humanizm jako realizm” to fascynująca wędrówka po tropach założeń nowoczesności. I to nie w byle jakim towarzystwie! Irving Babbitt (1865-1933),zwany „ wojującym Buddą z Harvardu” oraz Paul Elmer More (1864-1937),zwany „ pustelnikiem z Princetion”, to dwaj filozoficzni przyjaciele, którzy pozostawili po sobie genialną spuściznę, obracającą wniwecz – celebrowane zewsząd – złudne założenia na temat natury ludzkiej. Ostrze ich wywodów tnie w poprzek podziałów między uczestnikami współczesnych wojen kulturowych. Wszystkich nas, z lewa czy z prawa, myśl nowożytna sadza w ławach jednego naturalistycznego „ kościoła” i wszystkim nam podaje opium jednej humanitarystycznej „ religii”. Życie More’a i Babbitta przypadło na czasy, które zadecydowały o obliczu naszej epoki. U progu XX stulecia świat kroczył ścieżką postępu naukowo-technicznego i duchowej emancypacji. Wizjonerzy, rewolucjoniści i reformatorzy na różne sposoby głosili wiarę w to, że ludzkość – dzięki poznaniu sekretów przyrody, obaleniu religijnych przesądów i realizacji śmiałych projektów politycznych czy nawet artystycznych – już wkrótce zjednoczy się ponad podziałami, by cieszyć się wiecznym pokojem i nieznaną dotąd swobodą egzystencji. More i Babbitt wystąpili z krytyką wiodących tendencji epoki. Przypominali, że ideały należy sądzić po owocach. Poszukiwali odpowiedzi na pytanie o to, dlaczego chęć naprawy świata i „ wyzwolenia” ludzkości łatwo obraca się w coś przeciwnego, a rzeczywisty koszmar nader często okazuje się być produktem długo śnionych snów o raju na ziemi. Na kartach swojej książki dr Armada wprowadza czytelnika w dotychczas właściwie nieznane w Polsce dzieło More’a i Babbitta. Co więcej, stawia tezę, że ich sposób widzenia rzeczywistości można i należy stosować tu i teraz. Zaprasza do myślenia na serio i proponuje przygodę intelektualną o tyle może niebezpieczną, o ile najważniejsze złudzenia, które musimy przezwyciężyć, by rozumieć nasze czasy, to właśnie te, które z chęcią żywimy na własny temat.