Jest w tych wierszach dojrzałość i mądrość. Jest świadomość formy. Jest w nich precyzja trafień i skupienie. W pewnym sensie pomiędzy tą poezją, a jej odbiorcą powstaje niepokojąca więź, a w tym właśnie, moim zdaniem, mieści się sens istnienia wiersza jako komunikatu, zaproszenia do dialogu. O śmierci i odchodzeniu napisano wiele. Dlatego próba podjęcia wątku jest wyzwaniem. Martyna Pankiewicz mówi własnym głosem, w sposób, który zbliża ten głos do prawdy o czymś, co trudno pochwycić i zatrzymać. Długo jeszcze zostanę z tą książką. To wiersze do których się powraca. Takie żyją najdłużej. (Marcin Zegadło) Martyna Pankiewicz napisała książkę nie tylko bolesną, smutną, ale przede wszystkim skłaniającą do przejrzenia się w lustrze. [...] Mnie swędzi dusza. Rozpada się na kawałki papieros, którego właśnie chciałem zapalić, ale zgniotłem, rozgniotłem, pogniotłem. A jednak czuję dym. A jednak parzy mnie żar w pożółkłe palce. A jednak bibułkę filtra rozdrabniam na pojedyncze włókna. Czytam. Sylabizując, próbuje pojąć smutek odmieniany przez przypadki. [...]W tym mikroskopijnym tomie dzieją się rzeczy wielkie. (Jarek Holden) [...]To książka pełna i sycąca, przez którą ustami podmiotki przemawia z przeszłości dziewczynka doświadczona śmiercią. Pozostawia czytelnika w długim milczeniu i zmusza do przemyśleń nad jego pozycją w świecie, przemijaniem. Podpowiada, jak przeżyć śmierć. (Michał Czarnota) Najważniejsza figura: inicjacja w dorosłość poprzez śmierć, jej fizyczną bliskość, namacalną obecność (truchła zwierząt, liczenie kości, zakopywanie resztek). To opowieści o widzeniach " dziewczynki zrośniętej z ziemią" i kobiety, którą od tego, co martwe, dzieli tylko cienka warstwa tejże ziemi. Brzmi jak metafora, ale przeważa dosłowne - rozprute ciało, pęknięta muszla [...]. (Jakub Skurtys)