Książka ta zapewne nie zmieni świata, nie doda też Wam raczej otuchy, ale może zabierze Was w podróż, w jaką i mnie zabrała, bo temat wpadł mi do domu jak policja obyczajowa – żal było wyrzucać – i wyszła z tego całkiem barwna przygoda. Bardzo cenię pracę z wydawnictwami – biorą na siebie wszystkie te koszty redakcji i druku (i niestety większość zysków) – ale uznałem, że raz w życiu trzeba spróbować samemu, zwłaszcza że napisałem, jak usłyszałem, książkę dla nich „ niewydawalną”, bo dotyka zbyt wielu i zbyt mocno… Nie chciałem już biegać po kolejnych wydawnictwach i testować ich odwagi – byłoby to jakoś nieeleganckie, a i mój wizerunek unurzany publicznie w łajnie nie nadawał się w tym momencie do bezlitosnych negocjacji. Więc jesteśmy tym razem sami, tylko ja i Wy. Zatem czytajcie i nie miejcie litości, bo trzeba się o literaturę kłócić ostro, bez znieczulenia. Marcin Kącki