Mam wrażenie, że to jedna z niewielu powieści s-f Polski Ludowej, która wprowadza tyle świeżości, dynamizmu i dystansu. Czyta się ją naprawdę z dużą przyjemnością. Główny bohater, wypchnięty z pociągu przez przypadkowo poznanych mężczyzn znajduje się raptem w nieznanym mu świecie, otoczony przez dziwnie zachowujących się ludzi, gromadzących się wokół dziwnych bunkrów, które okazują się być stołówkami i toaletami w jednym. Między owymi budynkami poruszają się jedynie po wyznaczonych do tego ścieżkach, a budując zdania nie używają żadnego czasu, ponieważ ten, jako iluzja stworzona na użytek innych, nie rozumiejących owej iluzoryczności, zwyczajnie nie istnieje. Nad prawidłowym rozwojem społeczności (jeśli w ogóle można użyć słowa „ rozwój”) czuwają skrzydłowe – istoty dziwne na wskroś, z przytroczonym do pleców termosem, gotowe go użyć gdy ktoś jest głodny. Rzeczywistość tyleż absurdalna co niepokojąca, szczególnie pod koniec powieści, podczas rozmowy o pojmowaniu czasu. Całość ujęta w ramy lekkiego humoru i nie nudzącej przygody. Wydaje mi się, że „ Niebieski krąg” nie został należycie doceniony przez ówczesną krytykę literatury science fiction.