Przyjdź na swój ślubharlequin978-83-2912-348-897883291234882026-09-01polaco (Polonia)160Softcover
Przyjdź na swój ślub
- 2026
- primera publicación
- 160
- páginas
- polaco
- idioma
- 1
- edición
Przedstawiamy " Przyjdź na swój ślub" nowy romans Harlequin z cyklu HQN ŚWIATOWE ŻYCIE. Maja Hagen porzuciła Jensa Nilsena tuż przed ślubem. Zrobiła to, by go ochronić przed swoim wpływowym i despotycznym ojcem, przeciwnym ich związkowi. Ale Jens o tym nie wie. Po latach, gdy jest już bogatym i sławnym biznesmenem, odnajduje Maję podczas wernisażu jej fotografii w Bergen. Szantażem zmusza ją, by zgodziła się zostać jego żoną. Jego plan zakłada, że nie pojawi się na ślubie, tak jak ona przed laty. Nie przewidział jednak, że zapragnie z nią być tak bardzo jak kiedyś… Fragment książki Nie! Do diabła, nie! Jens Nilsen z niedowierzaniem patrzył na temat maila widniejący na ekranie laptopa. Czarne litery tańczyły mu przed oczyma. Haakon Hagen nie żyje? Zmarł dzień przed tym, jak miał usłyszeć, że Jens skończył proces wrogiego przejęcia jego potężnej spółki. Niemożliwe! Jak śmiał? Jens czytał maila od swojego prawnika, próbując zrozumieć sens wiadomości, która niweczyła cały jego misternie opracowany plan. Haakona odwieziono do szpitala z podejrzeniem zawału. Zmarł, zanim karetka dotarła na miejsce. Przez chwilę Jens zastanawiał się, skąd prawnik tak szybko zdobył niezwykle poufną informację. Ale wiedział, że była prawdziwa. Płacił mu krocie za śledzenie każdego kroku swojego największego wroga. I oczekiwał tylko najbardziej świeżych wiadomości. Siedział przy wielkim designerskim biurku w swoim domowym biurze w Bergen. Oparł się o grzbiet fotela i wpatrywał w ekran laptopa, ale jego myśli płynęły gdzie indziej. Dziesięć lat walczył o przejęcie Hagen International. Wydał miliardy dolarów tylko w jednym celu – żeby zobaczyć Haakona zwijającego się ze wściekłości, gdy traci firmę, którą jego rodzina posiadała od pokoleń. Jak, do diabła, śmiał odejść z tego świata i odebrać Jensowi słodki smak zemsty? Sukinsyn. Zmarnowane lata. Jens wstał zza biurka i spojrzał na obwieszoną obrazami ścianę gabinetu. Pamiętał ich pierwsze spotkanie. Sam był wtedy młodym kapitanem floty trzech małych statków rybackich należących do jego ciotki Jane. Pływał po wzburzonych morzach Arktyki i zawsze wracał z udanym połowem. Miał pracę, którą uwielbiał, dziewczynę zakochaną w nim do szaleństwa i dobre spokojne życie. Był ambitny, ale nie była to ambicja, który każe dążyć do celu po trupach innych. Właśnie wtedy córka Haakona go rzuciła. Może zapomniałby o swojej miłości i pożegnalnym filmiku wideo, jaki mu przysłała. Robił wszystko, by tak się stało. Ale Haakon stanął mu na drodze. Chciał ukarać i upokorzyć Jensa za to, że śmiał mieć romans z jego córką Mają. Tak zaczęła się trwająca ponad dekadę brutalna wojna między nimi. Postawa Haakona dolała goryczy do złamanego serca Jensa. Ale kampania nękania ze strony ojca dziewczyny tylko pobudziła jego gniew i ambicję. Stanął do walki. I nie spoczął póki nie zdobył tyle władzy i wpływów, by pokonać wroga. Jens został miliarderem, jak Haakon, ale zgromadził większy majątek. Był niezależny finansowo, politycznie i ekonomicznie. Na jego fortunę składały się ogromna flota transportowców i rybackich trałowców. Handlował norweskim złotem, czyli gazem ziemnym. Transakcje szły w miliardy. Liczyła się z nim cała norweska i europejska elita bogaczy. Marzył jeszcze tylko o jednej wisience na torcie swojej zemsty – zobaczyć minę starego Hagena, gdy Jens rzuci mu prosto w twarz, że przejął jego rodzinne imperium. Jednak życie pokazało, że już się tak nie stanie, a Jens nie mógł się z tym pogodzić. Oddałby całe swoje konsorcjum i miliardy dolarów, żeby tylko zobaczyć minę pokonanego wroga. Gdyby mógł przywrócić go do żywych, nie wahałby się ani chwili. Wszystko, co robił przez ostatnie lata, miało prowadzić do tego wielkiego dnia triumfu. Chciał zobaczyć, jak z twarzy Haakona, która nagle staje się biała jak papier, odpływa krew na wieść o tym, że teraz jego los jest w rękach Jensa. Jak zsuwa się z niej ten zawsze cyniczny uśmiech. Bo w przeszłości to Haakon rządził losem młodego kapitana rybackich statków. Co Jens miał teraz zrobić? Zemsta była paliwem, które napędzało go przez lata. Liczyła się tylko żądza odwetu za to, co musiał przeżyć. Hagen International była jedynie wielką firmą. A firma nie ma duszy i nic jej nie obchodzi, do kogo należy. Zostało tylko jedno ogniwo łączące go ze słynną norweską rodziną Hagenów. Maja. Młoda dziewczyna, która rozdeptała na pył jego serce i cichcem czmychnęła z Bergen kilka godzin przed tym, jak mieli wziąć ślub. Kiedyś poruszyłby dla niej góry i sprawił, że rozstąpiłoby się morze. Obiecała, że będzie w magistracie. Zapewniała, że zniesie wszystko, aby być z Jensem. Wytrzyma gniew i klątwę ojca. Wtedy pierwszy raz w życiu Jens czuł, że ktoś kocha go i ceni takim, jakim jest. Ekscytowała go ich przyszłość. Był gotów ufać i kochać. Jak ostatni głupiec wierzył, że tym razem nikt go nie porzuci. Co sobie myślał, ufając Mai? Czemu oddał jej swoje serce i marzenia? Wszak od najmłodszych lat wiedział, że jeśli ludzie mogą cię oszukać, zrobią to bez mrugnięcia okiem. Jego żądza zemsty nie umarła wraz ze śmiercią Haakona. Nie wygasła tylko dlatego, że jego prześladowca był już w innym świecie. Jens zaszedł zbyt daleko, by się cofnąć, a Maja była wymarzonym narzędziem odwetu. Wojnę wypowiedział Haakon, ale to jego córka była iskrą zapalną, a więc realnym i jedynym celem. Jens spuścił wzrok z jednego z obrazów, który nabył zeszłego roku na aukcji. Był to pejzaż olejny znanego norweskiego malarza. Jens przelicytował wtedy Haakona, płacąc za dzieło zawrotną sumę. Nie liczyły się pieniądze, lecz zemsta. Jens zapłaciłby jeszcze więcej. Teraz Haakona już nie było, ale gdzieś była jego córka. Jens wyjął z kieszeni telefon i wybrał numer swojego prawnika. – Znajdź Maję Hagen. Nie wiem, gdzie jest i co robi, ale musisz ją znaleźć. Dzisiaj! Pierwsza wielka norweska wystawa fotografii Mai Hagen przebiegała po jej myśli. Nie była w kraju od dziesięciu lat. Jej spokoju nie zakłócała nawet wiadomość o śmierć ojca. Haakon uwielbiał mieszać z błotem zawodowe dokonania córki. Jeśli teraz tak surowo go oceniała, to dlatego, że za życia był surowym i często okrutnym człowiekiem. Kontrolował całe jej życie. Jak każdy narcyz musiał we wszystkim nad nią dominować. Maja widziała w nim nawet tyrana. Miał głęboką potrzebę twardego trzymania za twarz wszystkich swoich „ żołnierzy” – zwłaszcza córkę. Musieli być karni, milczeć i ani na krok nie wychylać się z szeregu. Czy czuła żal z powodu jego śmierci? Chciałaby, ale tak naprawdę ojca straciła już lata temu. Jeśli kiedykolwiek go miała. Był kimś, kto dawał jej dach nad głową oraz pieniądze na zabawki i designerskie ubrania, a w pakiecie także natychmiast rozpoznawalne nazwisko. Nie tylko w Norwegii, ale i Europie. Miłość, uczucie i bezwarunkowe wsparcie nie były częścią jego uczuciowego pejzażu. A tych łaknęła najbardziej. Może gdyby była synem, o którym zawsze marzył, obdarzyłby ją uczuciem. Ale widok Mai przypominał mu tylko, że jej dawno zmarła matka nie dała mu tak wyczekiwanego męskiego potomka – prawdziwego dziedzica rodzinnego nazwiska. Po śmierci matki i przez większość swojego dzieciństwa Maja mieszkała z zimnym jak lód, twardym mężczyzną, dla którego jej obecność była tylko źródłem kłopotów i chaosu. Teraz Haakon już nie żył, a ona nie czuła nic. Widziała w sieci zdjęcia swojej macochy wystawione przed kościołem na czas wczorajszego pogrzebu. Stary Hagen wziął ślub z wieloletnią kochanką tuż po tym, jak Maja wyjechała z Norwegii. Na ceremonię żałobną wysłano specjalne zaproszenia tylko dla nielicznych, ściśle wybranych gości. Ale choć Hagen miał garstkę bliskich przyjaciół – dyktatorzy i despoci miewają ich rzadko – na pogrzeb jednego z najbardziej wpływowych europejskich biznesmenów przyszło wielu zwykłych ludzi. Prawnik ojca zawsze miał na wszelki wypadek telefon Mai. Poinformował ją o jego śmierci, ale zaproszenia na pogrzeb nie dostała. Ojciec i córka nie widzieli się od ponad dekady. Wszystko, co chciała mu powiedzieć, powiedziała gdy opuszczała Norwegię. Była szczęśliwa, że udało się jej uniknąć mediów obecnych w kościele i na cmentarzu. Zawsze arogancki, brutalny, pompatyczny i dzielący wszystkich Haakon, po raz ostatni zagościł na czołówkach gazet. Teraz Maja skupiała uwagę na swoim wielkim wernisażu. Chciała usłyszeć komentarze krytyków i właścicieli znanych norweskich galerii. Poznać ich reakcje oraz szczere i spontaniczne opinie o fotografiach, na których widniał tajemniczy podpis – M J Slater. Tym bardziej, że ten artysta nigdy nie udzielał wywiadów i nie bywał na własnych wernisażach. Był po prostu kolejnym dziwnym anonimowym artystą ceniącym własną samotność. Maja uśmiechnęła się do siebie. Wzięła z rąk zdziwionego kelnera tacę z kieliszkami szampana i udając kelnerkę ruszyła w obchód wypełnionej światłem galerii należącej do wielkiego Centrum Sztuk Pięknych w Bergen. Idąc obserwowała reakcje gości na swoje wielkie fotografie zawieszone na wysokich ścianach sali. Galeria promowała głównie nowe talenty artystyczne i wschodzące gwiazdy sztuki. Po latach robienia portretów i zdjęć ślubnych, Maja zaczynała zdobywać uznanie jako „ interesujący” i „ prowokacyjny” talent. Ale najważniejsze było to, czego nikt z gości nie mógł wiedzieć. Ta sztuka należała tylko do niej, nikt nie kojarzył jej z przeszłością Mai i rodzinnym nazwiskiem. Nikt nie miał pojęcia, że MJ Slater to właśnie Maja Hagen, córka największego norweskiego biznesmena. Co by ludzie pomyśleli, gdyby wiedzieli, kim jest? Polubiliby jej prace czy ocenili jeszcze ostrzej? Płaszczyliby się przed nazwiskiem czy wymawiali je z pogardą? Zawsze jednak przykrywałby je cień starego Hagena. Nie chciała komplementów ani fałszywych pochwał. MJ Slater był nieznanym artystą, wolnym od rodzinnego bagażu. W przestrzeni między ojcem a Jensem Nilsenem Maja znalazła wolność i swobodę twórczej pracy. Nie chciała myśleć o Jensie. Nie teraz. Nie dziś i nie podczas pobytu w Bergen. Sam powrót do kraju był już wystarczająco trudnym przeżyciem. Nawet bez wspomnień. Znów skupiła myśli na ojcu. Ciekawiło ją, kto odziedziczy imperium Hagen International, które w latach dwudziestych ubiegłego wieku zaczął tworzyć jej pradziadek. Kto dostanie rezydencje, dzieła sztuki i miliardy Haakona? Macocha? Bo nie sama Maja. Gdy z siłą huraganu uciekła z jego życia, porzuciła też nazwisko, kraj i dostęp do rodzinnej fortuny. Nigdy nie żałowała tej decyzji. Nareszcie sukces lub porażka zależały tylko od niej. Wyrwała się z sideł wiecznej krytyki ze strony ojca i wpływów rodzinnego nazwiska. Była na swoim. Uwolniona od kontroli żyła tak, jak zawsze pragnęła. Kątem oka Maja dostrzegła młodego człowieka ubranego w elegancki designerski garnitur. Stał przed jedną z jej fotografii wysokich na ponad dwa metry i szerokich na więcej niż półtora. Mężczyzna przechylił głowę i patrzył na prowokacyjne zdjęcie ubranego w łachmany małego ulicznika. Chłopiec schylał się, by podnieść z chodnika ogromny bukiet róż i lilii. Maja przyznawała w duchu, że taki kontrast mógł drażnić niejedno oko. Jednym podobały się jej prace, inni krzywili się z niesmakiem. Fotografowała ludzi samotnych, wyrzuconych na margines i nierozumianych. Takich, których na ulicy szybko omijamy, by nie wzbudzić w sobie wyrzutów sumienia, bo nie pasują do naszego obrazu uporządkowanego świata. Niektórzy nienawidzili swojego losu, drudzy pławili się w paradoksalnej wolności, jaką daje świadomość, że społeczeństwo cię nie akceptuje. Większość po prostu próbowała związać koniec z końcem, godząc się na grę z przeznaczeniem znaczonymi z góry kartami. Tak było wszędzie. W slumsach Mumbaju i na luksusowych osiedlach Dubaju. Maja chciała, by jej zdjęcia drażniły i prowokowały. Świat jej fotografii był światem takich właśnie ludzi. Miał przypominać starą prawdę, że brak szczęścia dotyka po równi biednych i bogatych. I że nikt nigdy nie wyjrzał za zakręt losu. Zawsze dbała o dystans między sobą a bohaterami zdjęć. Dlatego że sama lubiła w życiu stać z boku i nie wychodzić poza pewien poziom relacji z innymi? Może. Zapewne tak. Do stojącego przed zdjęciem mężczyzny podszedł inny równie elegancko ubrany. – Kim jest autor? – zapytał. – MJ Slater – padła odpowiedź. – Nigdy o nim nie słyszałem, ale pewien znany krytyk polecił go mojej uwadze. Nie wiadomo nawet, gdzie mieszka. Czemu wszyscy myślą, że MJ Slater jest mężczyzną? – pomyślała Maja, ale szybko odrzuciła tę myśl. Pragnęła tylko jednego – anonimowości. Jej domem była teraz Szkocja, a miastem – Edynburg. Dzięki pochodzeniu matki szybko dostała brytyjskie obywatelstwo. W Norwegii czekało na nią zbyt wiele złych wspomnień, ukrytego żalu, poczucia winy i bólu. Nie mogłaby mieszkać w ojczyźnie. Dziesięć lat temu była młodziutką i naiwną dziewczyną. Całym sercem wierzyła, że miłość do mężczyzny zwycięży wszystkie przeszkody. Przetrwa walkę z potęgą i wpływem rodzinnych pieniędzy. Stało się inaczej. Miłość uwiędła w obliczu budowanego przez pokolenia bogactwa i władzy rodziny. Nie miała szans w starciu z pozbawionym serca, bezwzględnym i dominującym ojcem. Przez lata stary Hagen wbijał córce w głowę, że nie nadaje się do niczego. Dlatego jak powietrza wciąż potrzebowała poczucia własnej wartości i pewności artystycznych wyborów. Maja poczuła na ramieniu czyjąś dłoń. Za nią stał uśmiechnięty jej menedżer Erling Halston. – Wielki sukces – powiedział podnieconym głosem. – Na zamkniętym pokazie przed wernisażem anonimowy nabywca kupił cztery twoje największe fotografie. Maja z uczuciem ulgi położyła dłoń na sercu. – Wspaniale. Ale odetchnę dopiero, gdy w tygodniu pojawią się recenzje krytyków sztuki. – Kurator wystawy ma ogłosić nazwisko nabywcy. Chodzi o potężny czek. Jeśli chcesz zachować anonimowość, lepiej się nie wychylaj. Nastrój w wielkim atelier się zmienił, a tłum gości nagle się rozstąpił, jakby miał powitać króla lub królową. Maja znieruchomiała. Jej ciało przeszył gwałtowny dreszcz. Kurator wystawy stanął na podniesieniu i poprosił zebranych o ciszę. Ale wzrok Mai skupiał się tylko na stojącym obok niego mężczyźnie, który zdawał jej się kimś tak dalekim, że nierealnym. Jednak jej ciało nieomylnie odpowiedziało na jego obecność. Najpierw przeszyła je fala gorąca, a potem – zimna. Niemożliwe! Jens tutaj? Wróciły stare wspomnienia. Jego dłonie sunące łagodnie w jej włosach, gdy ją całował. Te same dłonie na jej biodrach, gdy stał za nią, ucząc ją trzymania koła sterowego jego statku. Policzek Jensa przy jej policzku, gdy leżeli obok siebie po powrocie z połowów na Lafotach. Tajemne nocne schadzki, gdy przemycała go do swojej sypialni w letnim domu ojca w Svolvear. I upojny seks, w którego tajniki Jens ją wtajemniczał. Od tamtego czasu miała kilku kochanków, ale żaden nie równał się z Jensem. I nie umiał sprawić, by czuła się tak, jak z nim. W twarzy stojącego teraz na podniesieniu mężczyzny widziała cień śladu młodzieńca, którego znała i kochała. Silne i wyraziste rysy, oliwkowa cera i niebieskie oczy. Jens wyglądał nieco smuklej niż kiedyś. Ciemna brązowawa czupryna była tak samo gęsta, ale staranniej przycięta. Był tak samo mocno zbudowany, ale dziś zdawał się wyższy, a jego spojrzenie bardziej władcze. Jednak najbardziej zmieniła się jego postawa. Teraz biła z niego niezachwiana pewność siebie. Przesunęła wzrokiem po twarzy Jensa, szukając jej dawnych rysów, ale ledwie dostrzegła w niej młodego mężczyznę, który uwielbiał rozśmieszać ją żartami. Którego oczy zawsze błyszczały uczuciem. Widziała na scenie twardszego, bardziej szorstkiego i zimnego Jensa. Nie tego, którego kiedyś znała. Ale jak zawsze jego osoba przyciągała ją jak magnes. Tylko że teraz był bardziej zmysłowo niebezpieczny. Dojrzały mężczyzna, któremu zapewne żadna by się nie oparła. Zamknęła na chwilę oczy, mając nadzieję, że uległa przywidzeniu. Na próżno. Jens Nilsen nie zniknął. Nie rozpłynął się w powietrzu. Przeciwnie – istniał jeszcze bardziej realnie. Miał na sobie ciemnoszary designerski garnitur i bladozieloną koszulę z nienagannie zawiązanym krawatem. Czarne oprawki okularów nadawały jego twarzy jeszcze groźniejszy wygląd. – Panie i panowie, powitajmy jednego z naszych patronów, Jensa Nilsena, wybitnego kolekcjonera norweskiej i skandynawskiej sztuki. Na prywatnym pokazie przed wystawą nabył on cykl czterech fotografii MJ Slatera „ Rozpad i piękno”. Ceny nie znamy. Maja nie mogła oderwać od niego oczu. Był jak magnes, który przyciąga wszystko. Chłonęła jego widok, patrząc, co się w nim zmieniło, a co zostało z dawnych lat. Jej sztuka, kupno fotografii, a nawet sukces wystawy, wszystko to nagle rozpłynęło się jak we mgle. Liczył się tylko on. Jens. Patrzyła na niego zafascynowana. Ktoś, kto dobrze go nie znał, nie zauważyłby zmian. Maja wstrzymała oddech, gdy Jens przebiegł wzrokiem po tłumie gości. Był to wzrok drapieżnika, który właśnie poczuł zapach ofiary. Mai nie zauważył. Bo kto zwróciłby uwagę na kelnerkę z tacą pełną kieliszków szampana? Dlaczego jednak przyszedł na prywatny pokaz? Skojarzył ją z MJ Slaterem? Czemu kupił prace? Te podejrzenia nie miały sensu. Gdyby wiedział, że autor jest kobietą, która rzuciła go, wysyłając mu zimny i obojętny filmik, prędzej spaliłby jej fotografie.
Ediciones
1 edición · ordenar: más recientes
Przyjdź na swój ślubharlequin978-83-2912-348-897883291234882026-09-01polaco (Polonia)160Softcover