Łotewski poeta Imants Ziedonis półmetek życia ma już za sobą. W twórczości swej zachował jednak nadal swą młodzieńczą energię, ciekawość życia, świeżość spojrzenia na świat i ludzi. No, może z latami spojrzenie stalowych oczu spod gęstych brwi stało się jeszcze bardziej przenikliwe, a jego poezja nabrała tonów zadumy i dojrzałej refleksji. Przede wszystkim interesują go ludzie, ich losy w warunkach najzwyklejszych, bliskich każdemu z nas. Spójrzmy na świat jego oczyma, a odkryjemy urodę rzeczy, których nawet nie dostrzegaliśmy dotychczas. Przechodziliśmy koło nich obojętnie przez wiele dni i lat, aż nagle wskazał je nam poeta w jednym małym błysku, małym okamgnieniu, w jednej „ epifanii” (epiphaneia - po grecku błysk, odkrycie, olśnienie) i stajemy zdumieni - ależ tak, przecież zawsze przeczuwaliśmy, że tak właśnie jest, ale w codziennym pośpiechu, gnani tysiącem pilnych spraw, nie mieliśmy czasu, żeby zatrzymać się, spojrzeć i - zobaczyć... I. O. "... gorejące świeczki. Moje ręce utkwiły w doniczce i pokryły się kolcami jak dwa kaktusy, a pięści nabrzmiały jak dwa czerwone pąki rozsadzone od wewnątrz z olbrzymią siłą. Moje lewe ucho oderwało się i jak rozwścieczony ślimak wpadło prosto do ust mojej sąsiadki, a ona w przestrachu je połknęła. Język mój wplątał się w taśmę magnetofonową i zaczął przeraźliwie krzyczeć. Wtedy żona wzięła moją głowę i włożyła ją do lodówki." * Wyboru dokonała i przetłumaczyła [z łotewskiego] Irena Opielińska. słowo od tłumaczki Irena Opielińska opracowanie graficzne Zbigniew Czarnecki i Agata