W następujący zaś sposób znalazłem się przy wkroczeniu do Krakowa. Bawiąc w Wiedniu na wiosnę 1809 roku, widziałem przygotowania czynione tak do wojny z Francuzami, jak i zamachy na księstwo Warszawskie. Życzyłem tedy, aby jak najrychlej żona moja i dzieci stamtąd wyjechały. Dlatego wystarawszy się na Wołyniu, zaraz posłałem wam zapas pieniężny. Ale Napoleon okazał się zwinniejszy niż dyliżans brodzki, pierwszy od Renu stanął i przeciął drogę do Wiednia. Tymczasem wojsko polskie, oswobodziwszy Warszawę, zagarnęło Lwów, Czerwoną Ruś, Pokucie – komendy spod Lwowa sięgały aż pod Jarosław. Niespokojny, czyli moja przesyłka was doszła i czyście ruszyli z Wiednia, wyprawiam w celu dowiedzenia się czegoś Kiejzę, mego sekretarza. Wraca on na Wołyń z Przeworska, z doniesieniem, że jesteście w Łańcucie, bo głębiej przedrzeć się nie mógł, i wraca z wiadomością, że wszyscy troje chorujecie na szkarlatynę. [fragment tekstu]